wtorek, 20 marca 2018

Ulubieńcy ostatnich miesięcy - kosmetyki kolorowe, WETnWILD, DONEGAL, WIBO, LOVELY, ANABELLE MINERALS, EVELINE

Cześć dziewczyny!
Dziś wpis poświęcony drugiej części ulubieńców. Ostatnio pokazywałam Wam produkty, które sprawdziły się u mnie w pielęgnacji twarzy i ciała, natomiast teraz przyszedł czas na ulubieńców w dziedzinie makijażu.

W ostatnich miesiącach dużo zmieniło się w moim makijażu. Coraz częściej stawiam na cienką warstwę podkładu, którą wklepuje za pomocą gąbeczki. Daje mi to naturalny efekt, który jest przeze mnie pożądany bardziej niż totalne krycie i mat przez cały dzień. Staram się jak najmniej obciążać skórę mojej twarzy, żeby pielęgnacja, którą w ostatnim czasie działam mogła osiągać jeszcze lepsze efekty.

Każdy makijaż zawsze zaczynam od podkładu (oczywiście po nałożeniu kremu z filtrem). W ostatnim czasie bardzo przypadł mi do gustu stosunkowo nowy na polskim rynku podkład Wet n wild photo focus foundation.


Posiadam dwa odcienie, jako pierwszy kupiłam Golden Beige, który ma przepiękne żółte tony w sobie, niestety jest stosunkowo ciemnym podkładem, dlatego długo a nawet bardzo długo czaiłam się na odcień jaśniejszy również z serii kolorów dedykowanych dla ciepłych typów urody - odcień Soft Ivory. Porównanie kolorystyczne tych podkładów macie przedstawione poniżej. 


Różnica pomiędzy nimi jest znacząca, ale po zmieszaniu 3:1 (Soft Ivory: Golden Beige) otrzymuje odcień, który jest bardzo dobrze dopasowany do koloru mojej cery. Podkład ma wykończenie półmatowe, nie świeci się i bardzo łatwo się z nim pracuje. Zarówno pędzlem jak i gąbeczką aplikacja jest bezproblemowa. Produkt daje się stopniować na twarzy, więc krycie możemy dostosowywać do swoich potrzeb. Podkład charakteryzuje się świetną trwałością - u mnie wytrzymuje od samego rana do późnego wieczora, po około 10h zaczyna być bardziej widoczny na skórze i wynajduje różne suche miejsca na twarzy, ale w przypadku dobrze nawilżonej skóry nie ma z tym problemu. Nie wchodzi w zmarszczki mimiczne, nie podkreśla ich w żaden sposób. Jego dostępność jest ograniczona, ponieważ można go kupić jedynie w Drogerii Natura, na szczęście ostatnio producent zaczął nadążać za popytem jaki jest na ten produkt i w drogerii można go spotkać na półkach. Jego cena regularna to 30,99 zł, natomiast często jest -30% bądź -40% na markę Wet n wild. Jedyny minus jaki znajduję w tym podkładzie to jego zapach, ponieważ jest on specyficzny i zalatuje farbą. Dla wielu osób problemem może być aplikator, ponieważ podkład nie posiada pompki, ma dołączoną szpatułkę, którą nabieramy podkład. Dla mnie to fajne rozwiązanie, ponieważ sama mogę sobie dozować produkt i nie jestem od razu skazana na całą pompkę podkładu.

Dłuższy czas do nakładania podkładu używałam pędzla, natomiast odkąd kupiłam gąbeczkę z Donegala stosuję ją do codziennego makijażu. Jest mięciutka, szybko i ładnie rozprowadza podkład po twarzy, wprasowuje go w skórę przez co pory są wygładzone i znacznie mniej widoczne. Podkład wygląda naturalnie i mimo dosyć fajnego krycia twarz wygląda bardzo ładnie. Pod wpływem wody gąbeczka znacznie powiększa swoją objętość. Serdecznie polecam, jej cena to około 13 zł. 


Po podkładzie i wyrównaniu kolorytu twarzy przyszedł czas na brwi, które u mnie są kluczowym etapem w makijażu. Nadają charakteru całej twarzy i tworzą idealną oprawę oczu. W tym celu używam pomady do brwi z firmy Wibo. Mój odcień to 02 Dark Brown. W duecie z tym produktem używam mojego ulubionego pędzelka do brwi z Essence. Tą pomadą można uzyskać efekt bardzo naturalnie podkreślonych brwi, jeśli delikatnie muśnie się je produktem bądź efekt naprawdę dramatycznych brwi. Łatwo można wyrysowywać nią pojedyncze włoski w sposób bardzo naturalny. Ja bardziej preferuję podkreślenie brwi a nie ich przerysowanie, więc robię to subtelnie. Pomada ma bardzo ładny, chłodny kolor, w którym absolutnie nie wybijają się żadne ciepłe tony, nie tworzy się efekt rudości na brwiach.


Wadą tego produktu może być to, że bardzo szybko zasycha i już po miesiącu od zakupu mimo dokładnego zakręcania słoiczka pomada była bardzo sucha. Słyszałam od wielu osób, że tak się dzieje więc wcześniej uzbroiłam się w glicerynę roślinną i w jedna kropelka załatwia sprawę. Pomada zyskuje gładką konsystencję, którą można wypełnić brwi i nadać im pożądany kształt.


Do wyrównania kolorytu mojej skóry i zakrycia niespodzianek jakie niestety często mi się zdarzają używam korektora. Na jakiejś grupie na Facebooku jedna dziewczyna sprzedawała praktycznie nowy korektor mineralny z Anabelle Minerals. Jego cena była bardzo atrakcyjna, dlatego skusiłam się na niego i dla mnie to istny photoshop w proszku. Mój odcień to Golden Fair, który jest jasny i posiada w sobie żółte tony.


Zakrywa dosłownie wszystko, a aplikowany małym pędzelkiem i wprasowany w skórę jest kompletnie niewidoczny. Jest świetny napigmentowany, dlatego 4g, które zawiera opakowanie starczą na wieki. Nie miałam chyba bardziej wydajnego produktu. W ciągu dnia nie zbiera się, nie staje się bardzo widoczny, spełnia swoją funkcję bardzo dobrze.

Opakowanie tego produktu jest bardzo eleganckie i praktyczne, pojemnik z sitkiem, które można zamknąć w ten sposób zapobiegając wydostaniu się korektora i jego marnowaniu.
Jego minusem jest niestety to, że zupełnie nie sprawdza się pod oczami. Jego krycie jest bardzo dobre i z powodzeniem zakryje nawet największe zasinienia, ale jednocześnie wchodzi w zmarszczki pod oczami i niesamowicie je podkreśla. Na całej twarzy zupełnie tego nie robi, natomiast pod oczami tworzy istną masakrę. Szkoda, bo mógłby być idealnym korektorem wielofunkcyjnym.

Rzęsy to element w makijażu, którego nigdy nie pomijam. Bez pomalowanych rzęs czuję się źle i tak też wyglądam. Uwielbiam efekt długich, podkręconym i bardzo ładnie rozdzielonych rzęs, jednak trafić na tusz do rzęs, który w 100% będzie spełniał moje oczekiwania było co najmniej niemożliwe. Z tego względu do podkreślania rzęs używam dwóch produktów: osławionej już odżywki z Eveline Advanced Volumiere oraz tuszu również od Eveline Mega Size.


Odżywka jest koloru białego i taki też odcień zostawia na rzęsach.  Stosuję ją jako bazę pod tusz - wyczesuję nią dokładnie moje rzęsy i pozwalam delikatnie przeschnąć, zostawiam dosłownie na 15 sekund. 

Następnie sięgam po tusz do rzęs i nakładam 2 cieniutkie warstwy dokładnie wyczesując.



Efekt jaki uzyskuje to długie, sięgające do brwi rzęsy, pięknie rozdzielone i podkręcone. Uwielbiam ten duet i serdecznie polecam Wam spróbować, bo u mnie robi efekt wow. Niestety natura nie obdarzyła mnie umiejętnością doklejania sztucznych rzęs ani kępek w sposób, który byłby niewidoczny z 1 kilometra i mimo usilnych prób zupełnie tego nie opanowałam. Mam jednak wynagrodzenia w formie tych dwóch produktów, którymi można osiągnąć efekt sztucznych rzęs.

Ostatnim już produkt jaki mam Wam do pokazania to róż do policzków. W moim życiu raz uwielbiam róże, bo ożywiały skórę mojej twarzy, a raz ich nie znosiłam, bo podkreślały moje blizny i zaczerwienienia na cerze. Obecnie sięgam po róż do policzków przy każdym wykonywaniu makijażu. Dla mnie idealnym uzupełnieniem i lubię jak zmienia się moja twarz po dodaniu delikatnego rumieńca. Przez dużą ilość róży przeszłam i zauważyłam, że bardzo mała ilość tego typu produktów mi pasuje... źle się czuje w koralowych odcieniach, źle się czuję w intensywnych różach/pomarańczach czy czerwieniach, źle się czuje w ceglastych różach. Szukałam szukałam aż w moje ręce wpadł róż z Lovely Natural beauty blusher w odcieniu 06.

Jest to ciężki do opisania odcień. Na pewno jest bardzo naturalnym, zgaszonym, brudnym różem z minimalną domieszką brązu. U mnie ten róż na twarzy idealnie wpasowuję się w całość makijażu i przepięknie współgra z bronzerem. 


Daje efekt delikatne ożywienia skóry twarzy, ale nie robi tego w sposób nachalny. Ma wykończenie matowe, dlatego nie podkreśla rozszerzonych porów ani nierówności skóry. Jest średnio napigmentowany co w przypadku róży jest plusem, ponieważ nim ciężko zrobić sobie krzywdę. Efekt można stopniować, delikatnie dokładając produktu, aż do uzyskania efektu, który nam się podoba. 

Jest ogólnodostępny, w każdym Rossamannie można go znaleźć. Jego cena regularna to coś około 8zł, więc na promocji - 55% to niewielki koszt. Jego wydajność jest imponująca, dlatego minie sporo czasu, kiedy mimo codziennego używania po raz kolejny udam się po niego do drogerii.

To już wszystkie moje perełki kosmetyczne, które w ostatnim czasie używam regularnie. Z tego wpisu powstał trochę post odnośnie mojego codziennego makijażu, ponieważ wszystkie te kosmetyki stosuję do codziennego poprawiania swojej urody. Jestem ciekawa jakie są Wasze opinie na temat tych produktów, czy u Was sprawdziły się równie dobrze. Jeśli nie miałyście żadnego z tych kosmetyków to czy któryś z nich szczególnie Was zainteresował? Dajcie koniecznie znać :)

5 komentarzy:

  1. Odżywka do rzęs bardzo mnie ciekawi, bo pamiętam, że kiedyś używałam czegoś podobnego, jako podkład pod maskarę i efekt był super :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę sięgnąć po korektor mineralny. Czasami by mi się przydał :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podkład mnie kusił bardzo, ale go odłożyłam:( Bałam się ,,strzelać" z kolorem.
    A pomada z Wibo - mmmm, cud ♥
    https://kolorowazuzita.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. przydatny wpis. obserwuje i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń